Pl En

Marek Edelman. Życie. Do końca

Witold Bereś

H 12 Edelman 2013 okladkaWitold Bereś i Krzysztof Burnetko: „Marek Edelman. Życie. Do końca”, Agora S.A. oraz Fundacja Świat ma Sens, Warszawa 2013

To znacznie poszerzona (niemal dwukrotnie!) biografia Marka Edelmana, wydana już po śmierci bohatera. Książka została poszerzona o kilkadziesiąt stron zapisu nieznanej rozmowy przeprowadzonej przez Kazika Ratajzera z Edelmanem w wiele lat po Powstaniu w getcie. Do tego doszły zupełnie materiałów zupełnie sensacyjne, bo – jak się wcześniej wydawało: zaginione w powstaniu w getcie. To fragmenty artykułów zamieszczonych na łamach jedynej gazety ukazującej się po polsku w getcie – wydawanego przez Bund i Edelmana miesięcznika „Za wolność naszą i waszą”.

Autorzy dopisali również kilkanaście stron opowiadających o ostatnich latach Edelmana.

Recenzja:

Mógłbym tę książkę streszczać i chwalić, ale może w dodatku historycznym “Gazety” warto zwrócić uwagę na to, co szczególnie uderza i odróżnia ją od wielu innych uładzonych biografii wojennych.

Pierwszą różnicą jest szczerość. Edelman mówi o prostytucji i korupcji w getcie. O tym, jak w getcie i w czasie powstania zmieniały się normy moralne, a młodzi zachowywali się w sposób, który przed wojną dla ich rodziców byłby nie do przyjęcia.

– Nasze dziewczyny… Druga śliczna była z młodzieżówki. Nie będę podawał jej nazwiska. Mężatką była. Ale to wtedy nie było ważne. To była dziewczyna, która i ugotować umiała jajecznicę na szynce, i pogłaskać, i te rzeczy umiała dać… Dać jednemu chłopcu o godzinie dziesiątej wieczór. Drugiemu o dwunastej. Bo ci chłopcy z akcji przychodzą. I jak im nie pomóc? – opowiada, relacjonując życie w bunkrach niszczonych przez Niemców w kwietniu 1943 r.

Świat, który opisuje, jest okrutny w sposób przekraczający granice wyobraźni, ale potrzeba miłości w nim pozostaje niezmienna.

– Pamiętam taką parę. Ona – blondynka, maleńka dziewczynka, ale śliczna. On – wielkie chłopisko, chodził na placówki, przywoził chleb itd. Spali w takim pokoju, gdzie dwadzieścia osób nocowało, wszyscy więc chodzili między tymi łóżkami. I jak się przechodziło nad ranem, to się widziało, jak ona leży u niego na ramieniu, jakby wtopiona w niego. Było jasne, że w tym jest jej bezpieczeństwo, w tej miłości, w byciu z nim. Oczywiście oboje zginęli potem, ale to nie ma znaczenia. Bo ten czas, który przeżyli razem, przeżyli w spokoju. Taka dziewczynka sama by nie przeżyła ani dnia, a tu miała trzy miesiące radości, ciepła, bezpieczeństwa w swoim zrozumieniu.

Szczerość Edelmana obejmuje też relacje pomiędzy Żydami i Polakami. Stanowczo nie jest to lektura, która pozwala czuć się dobrze zwolennikom poglądu o narodowej niewinności. Bardzo wielu Polaków pomaga – jedni bezinteresownie, inni, częściej, za pieniądze. A wielu denuncjuje Żydów na ulicy. Bezinteresownie.

I wreszcie – w opowieści o wojnie uderza absolutna arbitralność losu. To loteria, kto umiera, a kto przeżywa, i ludzie giną w najbardziej absurdalnych sytuacjach.

Adam Leszczyński, Gazeta Wyborcza, 19.04.2013