Pl En

Pamięć o Zagładzie

Witold Bereś

W styczniu 2002 roku Marek Edelman podczas berlińskich obchodów Dnia Pamięci Ofiar Nazizmu spotkał się w gmachu Budestagu z grupą młodych Niemców. W swoim stylu zaczął od prowokacji: „Dlaczego nie pytacie mnie, czy was nienawidzę? Może jesteście tacy uprzejmi, gdyż macie wątpliwości, co do roli, jaką odegrali wasi dziadkowie w tamtych wydarzeniach? Wielu z was do mnie przyjeżdża, żebym ich rozgrzeszył albo powiedział, jak żyć. To wam powiem: nie tylko nie wolno strzelać, ale i nie wolno być biernym. Trzeba stanąć po stronie słabszego. Wtedy będziecie w porządku ze sobą, wtedy będą inne Niemcy”. Na koniec wezwał do delegalizacji nacjonalistycznej Narodowo-Demokratycznej Partii Niemiec.

Bo tak – jako wielką lekcję na przyszłość – pojmował rolę pamięci o Zagładzie.

Na uroczystej sesji otwierającej w czerwcu 200 5 r. polską prezydencję Task Force for International Cooperation on Holocaust Education, Rememberance and Research, wyjaśniał:

„Za mną jest nicość. Nicość, w którą odeszły setki tysięcy ludzi, których odprowadzałem do wagonów. Nie mam prawa mówić w ich imieniu, bo nie wiem, czy ginęli z nienawiścią, czy katom przebaczali. I już się tego nikt nie dowie. Ale mam obowiązek, żeby pamięć o nich nie zaginęła. Wiem, że potrzebna jest pamięć o tych kobietach, dzieciach, ludziach starych i młodych, którzy odeszli w nicość, zostali zamordowani bez sensu i bez powodu. (…) W 1946 roku spotkałem się w Paryżu, w Ogrodzie Luksemburskim, z Leonem Blumem, ówczesnym premierem Francji. Rozmawialiśmy o tym, co się stało, i Leon Blum powiedział: Tego nie zrobili Niemcy, to zrobili ludzie. Zrozumiałem wtedy, że każdy człowiek może okazać się zdolny do popełnienia tak strasznych rzeczy i że przed tym trzeba ludzi przestrzegać. Człowiekowi udało się opanować Ziemię, bo potrafił zwalczyć, zniszczyć wszystko, co stało mu na drodze. I dziś wciąż w każdym z nas kryje się atawistyczna skłonność do niszczenia, zabijania. Nad tą skłonnością trzeba zapanować. (…) Bo nienawiść dużo łatwiej wzbudzić, niż skłonić do miłości. Nienawiść jest łatwa. Miłość wymaga wysiłku i poświęcenia.

Pozwalamy, żeby na ulicach miast demokratycznych krajów, w imię swobód demokratycznych, odbywały się parady nienawiści i nietolerancji. To zły znak. I to nie jest demokracja, bo demokracja nie polega na przyzwoleniu na zło. Nawet najmniejsze, bo ono może nie wiadomo kiedy urosnąć. Musimy uczyć w szkołach, w przedszkolach, na uniwersytetach, że zło jest złem, że nienawiść jest złem i że miłość jest obowiązkiem. Musimy walczyć ze złem tak, żeby ten, który czyni zło, zrozumiał, że nie będzie dla niego litości”.

Traktował to w kategoriach powinności człowieka, któremu udało się przeżyć Zagładę, ale też obowiązku bojowca z getta, któremu przyszło być strażnikiem grobów swoich towarzyszy. Dlatego tyle razy i z taką mocą powoływał się na przykład Holocaustu, by przypominać, jakie skutki niosą totalitaryzmy i opętańcze ideologie – oraz przestrzegać, że zbrodnia może się powtórzyć.

NASZA MISJA: Mając w pamięci doświadczenie Zagłady – a także to, co do niej doprowadziło, zamierzamy obnażać zagrożenia płynące z odradzania się wszelkich ideologicznych radykalizmów. A kiedy trzeba – inicjować akcje społeczne, mające wymusić na organach państwa reakcję na akty nienawiści czy też propagowanie skrajnej retoryki.