Pl En

Witold Bereś, Krzysztof Burnetko: Boh spit

Witold Bereś

H 15 Edelman RosjaWitold Bereś, Krzysztof Burnetko: Boh spit, tł. Ksenia Starosielskaja, wydawnictwo Tiekst, Moskwa, 2013

 

W trzy lata po polskim wydaniu nakładem moskiewskiego wydawnictwa Tekst ukazały się rozmowy z Markiem Edelmanem „Boh spit”. Z tej okazji w październiku 2013 roku na zaproszenie Instytutu Kultury Polskiej w Moskwie oraz rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał odbyła się premiera książki połączona z pokazem filmu „Dowódca Edelman”

 

W debacie po pokazie filmu zabrał głos między innymi Borys Władimirowicz Dubin (1946-2014), wybitny rosyjski socjolog i tłumacz literatury angielskiej, francuskiej, hiszpańskiej, latynoamerykańskiej oraz polskiej na język rosyjski (m.in. Krzysztof Kamil Baczyński, Czesław Miłosz, Janusz Szuber oraz Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki).

 

– Według mnie największe osiągnięcie twórców filmu polega na tym, że nie poddali Marka Edelmana heroizacji, lecz pozwolili mu pozostać na swoim miejscu. Metafora miejsca, które Edelman zajmuje w świecie – to moje osobiste miejsce, w moim prywatnym mieszkaniu, jestem taki, jaki jestem. To niezwykle ważna rzecz, ponieważ rozumiem potrzebę nas – widzów – i innych, którzy będą czytać te książki albo oglądać ten film, szczególnie w takim kraju jak współczesna Rosja, żeby znaleźć bohatera, rozumiem pragnienie odkrycia świętego, którego można by czcić, kto pociągnąłby nas za sobą itd. Marek Edelman poprzez swoje zachowanie w tym i innych filmach, jakie dane mi było obejrzeć, poprzez to, jak wypowiada się w książkach, które czytałem, całkowicie neguje tę postawę świętego, superbohatera, który wszystko wie i wszystko rozumie. Ale tu pojawia się kolejny paradoks. Edelman potrafił podejmować decyzje. Takie słowa padły w filmie.

Wydaje mi się, że to bardzo ważny aspekt jego wizerunku.

To człowiek, który nie zgłębił wszystkich tajników Kosmosu i bardzo wielu rzeczy nie wie, nie jest Bogiem ani świętym, ale rozumie, że powinien podjąć decyzję. Decyzję dotyczącą nie tylko jego samego, ale i wielu innych ludzi. W tym miejscu zarysowują się dwie istotne sprawy, albo nawet grupy spraw. Pierwsza – gdzie Edelman był i przez co przeszedł. Kiedy w filmie mowa jest o jego powojennym życiu w cywilu, pada taka fraza, że Edelman jakby pozostał w getcie. To niezwykle istotne stwierdzenie. Istniał w rzeczywistości powojennej i robił wszystko co mógł, zarówno jako lekarz, obrońca praw człowieka, po trosze jako pisarz, świadek, – ale przy tym jak gdyby dalej był w wojennym getcie. I miarą jego postępków było to, co tam zobaczył i przeżył. Pewien człowiek, który przeszedł przez podobne doświadczenie – nazistowskiego obozu koncentracyjnego – pisał o „szarej strefie” ludzkiej egzystencji, która powstaje w takich nieludzkich warunkach. A jeszcze inny autor, dużo późniejszy, twierdził, że w „szarej strefie” panuje odmienna alchemia. Rozpuszczają się tam wszystkie metale oddzielające dobro od zła, dozwolone od zabronionego. Obowiązuje tam inna definicja człowieka. Mam wrażenie, że taką skomplikowaną, wewnętrznie sprzeczną, w pewnym sensie tragiczną koncepcję człowieka Marek Edelman zachował na zawsze i była ona dla niego źródłem siły zarówno w getcie, jak i w normalnej rzeczywistości. Rola Charona, o której pisała Hanna Krall, była podstawą jego działalności. I druga sprawa – oprócz „szarej strefy” i „innej alchemii” – słowa Edelmana, od których zaczyna się film. Edelman mówi, że człowiek jest zły, złośliwy, że nie ma sensu oczekiwać od niego niczego dobrego. To chyba nawet nie jest jego osobisty pogląd.

Kiedyś Kant pisał, że z krzywego sęku ludzkiej natury nie da się zrobić nic prostego. I nie nazwałbym tego brakiem wiary w człowieka. To coś innego. Określiłbym to jako „inną miarę”.

Kiedy Edelman proponuje wam, którzy z nim rozmawiacie, stanąć na miejscu ludzi, z którymi on obcował, tak naprawdę daje nam jasno do zrozumienia, skąd się wywodzi i jakie są jego podstawy. Z jednej strony dobro, które czyni… Edelman mówi: uczucia to bzdura, trzeba działać, ważna jest praktyka. Podstawa Edelmana to ludzie, których już nie ma, rzeczywistość, która jakby nie istnieje. Albo są to ludzie, którzy znajdują się na samym dnie (a najczęściej i jedno, i drugie). Gorzej być nie może. Są pozbawieni wszystkiego. Właśnie to, że Edelman pamięta o nich, ciągle ma na uwadze tych, którzy już nie istnieją, którzy są na samym dnie, daje mu siłę, aby żyć na tym świecie, znosić ludzkie zło i mimo wszystko czynić dobro.  To może nie unikalne, ale według mnie niezwykle rzadkie połączenie człowieka działającego, a jednocześnie wątpiącego w dobro ludzkiej natury. Człowieka nieustannie pomagającego innym, a jednocześnie bardzo potrzebującego partnera do rozmowy, kogoś, komu można coś powierzyć, na kim można się oprzeć. Człowieka, który mówi takim tonem, jakby ciągle rozkazywał, a przy tym nadzwyczaj delikatnego, wrażliwego, uważnego i wciąż aktywnego. Jest jakby cały utkany ze sprzeczności. Myślę, że w pewnym sensie można go nazwać bohaterem postheroicznej epoki, która nastąpiła po erze bohaterów, na których trzeba było patrzeć z dołu. Oni stali nad tobą, tłamsili cię, ty spoglądałeś na nich, w górę, chciałeś im dorównać. Tacy ludzie jak Marek Edelman to bohaterzy postheroicznej epoki, stojący na równi z tobą. A nawet siedzący. Siedzą z zasady, żeby nie stać. Wiem, że Edelman nie jest młody i łatwiej mu siedzieć, że wtedy mniej dają o sobie znać jego problemy z oddychaniem itd. Ale to jest też ważne jako zasada. Wyobraźcie sobie, że na Kurhanie Mamaja znajduje się siedząca matka. Nie stojąca, lecz siedząca. Jest na waszym poziomie. I co?! Taki oto pomnik. W naszym kraju na razie mamy pomniki, które nad nami górują. To dużo mówi o życiu w Rosji dawnej i współczesnej.  Wydaje mi się, że w tym sensie przykład Marka Edelmana – tego bohatera postheroicznej epoki – jest niezwykle ważny zarówno w Rosji, jak i w Polsce, a nawet poza granicami tych państw – w Izraelu. Jestem przekonany, że przykład takiego bohaterstwa jest nam bardzo potrzebny.

 

(tłumaczenie z języka rosyjskiego: Katarzyna Syska)