Pl En

Marek Edelman

Witold Bereś

cytat_1Marek Edelman (urodzony w 1919 roku in Homlu, zmarły 2 października 2009 roku w Warszawie) był Polakiem, i Żydem, politykiem, działaczem społecznym i kardiologiem. Już na wiele lat przed śmiercią był jedynym żyjącym dowódcą Powstania w Getcie Warszawskim.

Ostrzegał: „Człowiek to takie zwierzę, w którym bardzo łatwo obudzić nienawiść. Jest mu łatwiej nienawidzić niż kochać”. Wiedział, co mówi: był przecież świadkiem Zagłady.

Ale zaraz powtarzał: „Niezależnie od tego, kim jest bity – trzeba z nim być. Trzeba dać mieszkanie bitemu, trzeba go schować w piwnicy… Trzeba się tego nie bać i trzeba być przeciwko tym, co biją”.

Też wiedział, co mówi. Więcej, zaświadczył to swoim życiem.

Marek Edelman już jako ledwie dwudziestolatek działał w ruchu oporu w warszawskim getcie. Kiedy w 1943 r. wybuchło tam powstanie, został jednym z jego przywódców. Po wojnie – wierny lewicowym ideałom Bundu – sprzeciwił się aliansom z komunistyczną władzą, a równocześnie zdecydował się – w przeciwieństwie do swoich syjonistycznych przyjaciół z getta – pozostać w Polsce.

Pracował jako lekarz – z czasem koledzy z medycznej branży i pacjenci zaczęli o nim mówić „doktor od spraw beznadziejnych”, bo nie bał się stosować ryzykownych i nowatorskich, ale często skutecznych, terapii. Mawiał: „W medycynie, prócz talentu, trzeba odwagi”. Właśnie w getcie nauczył się, że o ludzkie życie trzeba walczyć do końca. Chorzy go uwielbiali, lecz władze w ramach antysemickich czystek wyrzucały z pracy.

Zaangażował się też w ruch antykomunistycznej opozycji. Wtedy służby specjalne założyły mu podsłuch, śledziły, a w grudniu 1981 roku, w stanie wojennym  – uwięziły (na wolność wyszedł dopiero dzięki międzynarodowym protestom).

Równocześnie cały czas dbał o pamięć swoich towarzyszy z powstania – ale też wszystkich ofiar getta. Tłumaczył, że tam każdy był bohaterem: nie tylko ten, kto odważył się walczyć, ale i ten kto pojechał do obozu śmierci.

Kiedy upadł komunizm, dalej działał na rzecz praw człowieka: na terenie objętych wojną Bałkanów (to wtedy powołał się na niego prezydent Clinton, uzasadniając interwencję NATO w b. Jugosławii), w Iranie, na Kubie, Tybecie (spotykał się m.in. z Dalaj Lamą), ale też w Europie – m.in. w Polsce.

Powtarzał, że demokracja i wolność nie są dane raz na zawsze. I do ostatnich swoich dni przestrzegał przed odradzającym się nacjonalizmem.

 

„Oto przed kilkoma dniami przemówił do nas ze swego domu w Polsce głos pochodzący z czasu, któremu oddajemy hołd podczas tego szczytu 50-lecia. W amerykańskiej gazecie opublikował list Marek Edelman, bohater powstania w getcie warszawskim, domagając się od nas, abyśmy wytrwali w Kosowie (…) Dziś pamiętamy, że ciężar obrony wolności i pokoju jest mniejszy, jeśli wspólnie niesie go na ramionach tak wielu”.

PREZYDENT BILL CLINTON na obchodach 50 rocznicy powstania NATO, 1999

 

Marek Edelman jest dla mnie ucieleśnieniem tego, co w Polsce najlepsze. (VACLAV HAVEL)

Edelman nie pasuje do tego świata wygody, ładnych gestów i miłych słówek. (LECH WAŁĘSA)

– prezydenci Czech i Polski do I wydania książki

 

Marek Edelman nie był człowiekiem religijnym i nie bardzo lubił Izrael. Uważał, że to nie jest państwo żydowskie, tylko religijne. Ale jakby dziś wyglądał naród żydowski, gdyby ukochana organizacja polityczna Marka Edelmana – Bund – zwyciężyła i Żydzi mieliby autonomię? Czy byliby bezpieczniejsi? Nie.

Ale Edelman to bohater. Jestem dzieckiem Holokaustu, a on był przykładem odwagi, bohaterstwa, moralności i walki o zwycięstwo.

SZEWACH WEISS, izraelski publicysta i polityk związany z Partią Pracy, były przewodniczący Knesetu i przewodniczący Rady Instytutu Pamięci Yad Vashem

 

„Wiara jest dla mnie rzeczą obcą; nie lubię tylko, jak się ją demonstruje” powiedział mi kiedyś Edelman. Ja wierzę, że jest rzeczą ważną, żeby wierzyć w Boga. Ale najważniejsze, żeby Bóg mógł wierzyć w ciebie. Że nie stchórzysz, nie uciekniesz, nie zdradzisz dobra. W doktora Marka Edelmana – w powstaniu w getcie i w powstaniu warszawskim, w marcu 68 i w stanie wojennym, w konwoju do Sarajewa i przy łóżku pacjenta – Bóg mógł wierzyć. Wiedział, że się nie zawiedzie.

KONSTANTY GEBERT – dziennikarz, publicysta i tłumacz, w stanie wojennym współtwórca podziemnego pisma „KOS”, gdzie pisywał jako Dawid Warszawski, od 1989 stały współpracownik Gazety Wyborczej, autor kilkunastu książek – od reporterskiej „Obrona poczty sarajewskiej” przez historyczne „Miejsce pod słońcem. Wojny Izraela”, po „54 komentarze do Tory”.

 

Marek Edelman mówił o człowieku jako o fragmencie przyrody, jakby był jedynie zwierzęciem. Jednocześnie trzymał się bezwzględnie wartości moralnych, czyli zachowywał się w sposób zupełnie niezwierzęcy. Gdy opisywał człowieka słowami przyrodnika, nie pozostawiał jakiegokolwiek miejsca na wolną wolę.  Gdy wymagał moralności, zakładał, że mamy całkowicie wolną wolę. Tego rodzaju sprzeczność można spotkać często, ale rzadko w takim natężeniu jak u niego. Liczą się – mówił – tylko odruchy biologiczne. Chętnie dawał porównania do zachowania się zwierząt, na przykład stad zwierzęcych, które chronią najsłabsze osobniki, a jak nie mogą – porzucają. A zarazem to on był tym, o którym z największą możliwą pewnością można było rzec, że – wbrew wszystkiemu – nie porzuci. Dlatego należy zważać nie tyle na jego słowa, co na jego czyny. Czy raczej – na jego opowieści wynikające z doświadczeń, a nie na ogólne teorie świata i braku Boga.

Z żydowskiej perspektywy wiara nie jest najważniejsza. Ważniejsze są ludzkie zachowania. Wiara bywa chwiejna, bunt przeciw Bogu jest częścią relacji z Bogiem. Deklarowany ateizm nie skreśla człowieka. Najważniejsze, by pozostał człowiekiem porządnym. Kryterium jest to, jak się zachowuje. (…)

Edelman przeżył w czasie wojny sytuacje tak skrajnie odległe od normalności, że – słusznie – nie wierzył w sensowność stosowania do tych sytuacji zwyczajnych zasad. Edelman naucza mnie, i nas wszystkich, że przykazanie szanowania rodziców może oznaczać pojechanie z nimi do Treblinki. Żeby ich nie zostawić bez opieki. I tego, że większym heroizmem niż strzelanie jest oddanie innej osobie swojej porcji cyjanku, najlepszej gwarancji wymknięcia się męczarniom.

Dla Marka Edelmana są to wszystko prawdy o człowieku, nie o losie Żydów. Będąc tak bardzo Żydem, nie uczył „co to znaczy być Żydem”.

Wielki myśliciel religijny, też pochodzący z Warszawy, Abraham Joshua Heschel, podkreślał, że nie tylko człowiek szuka Boga – Edelman by się na to obruszył – ale, że – co ważniejsze – to Bóg poszukuje człowieka. Nie znam nikogo, kto by wątpił, że gdyby przyszło wskazać, na kogo nakierować te poszukiwania, Edelman byłby w pierwszej linii kandydatów.

STANISŁAW KRAJEWSKI Filozof, matematyk i publicysta, aktywny działacz społeczności żydowskiej w Warszawie, współprzewodniczący Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów, profesor Instytutu Filozofii Uniwersytetu Warszawskiego. Autor wielu publikacji poświęconych dialogowi międzyreligijnemu i historii Żydów – m.in. „Tajemnica Izraela a tajemnica Kościoła” czy „Żydzi, judaizm, Polska”.

 

Boję się świata bez Marka Edelmana, gdyż posiadł dar – jak nikt inny chyba – demaskowania szatańskich sztuczek. Bił na alarm, kiedy zamieszkująca w człowieku bestia budziła się z chwilowej drzemki, zrywała łańcuchy, by siać spustoszenie i pożogę.

Kto dziś ostrzec nas, że składamy ofiary i bijemy pokłony fałszywym bożkom? I dlatego się lękam.

JAROSŁAW MAKOWSKIpublicysta i filozof, publikuje w „Polityce” i „Gazecie Wyborczej”

 

O mało kim, można powiedzieć: „był sobą”. Nie grał, nie starał się przypodobać, dostosować, zachować i mówić jak należy. Bywał okropnie złośliwy, zniecierpliwiony.

O mało kim można powiedzieć: był tak autentyczny jak tylko może być człowiek, który nie musi starać się pokazać światu lub samemu sobie, że jest kimś, że musi być kimś. Bo był Kimś.

O mało kim można powiedzieć, że wiódł życie, które było jakimś wielkim sprawdzianem ludzkiej siły i ludzkich możliwości. Czy ważny w nim był Bóg i dekalog? Edelman pewno by powiedział, że jedno jest za daleko a drugie za bardzo przereklamowane. Wszak tak zwane normy gruntowe, jakie znajdujemy w dekalogu są i obowiązują w każdej kulturze. Dekalog ma znaczenie historyczne i symboliczne, ale nie praktyczne. Czy żeby być przyzwoitym człowiekiem trzeba wierzyć w Boga? Czy prawość w niektórych sytuacjach nie wymaga od nas złożenia fałszywego świadectwa? Czy wierność małżeńska jest rzeczywiście tak ważnym sprawdzianem moralnym? Czy norma „nie zabijaj” zawsze obowiązuje?

Życie stawia nas przed tak różnymi problemami moralnymi, że dekalog nie wystarcza, a czasem przed tak tragicznymi, że aby je rozwiązać, musimy dekalog odrzucić.

MAGDALENA ŚRODAProfesor Uniwersytetu Warszawskiego, filozof, etyk, publicystka, feministka  – specjalizuje się w historii idei etycznych, filozofii politycznej i problematyce kobiecej, jest także autorką kilku książek, w tym ostatnio „Kobiety i władza” (2009)

 

Marek Edelman odrzucał Dekalog, po prostu nie wierzył w Boga, ani w  tego „żydowskiego”, ani w „chrześcijańskiego”. A jednak zawsze kierował się w swoim życiu podstawowym przykazaniem: miłości bliźniego. A przecież ja jako wierzący, nieważne że ksiądz, uznaję, że w drugim człowieku jest Bóg. Edelman tak naprawdę kochał człowieka, niezależnie od tego, co o nim sądził. Ale zapewne nie przyznałby się nigdy do tej „miłości”, nie znosił bowiem patosu, wielkie słowa wyprowadzały go z równowagi. Całe życie walczył jednak o człowieka i pomagał mu, pomimo tego, że nie miał złudzeń co do złych skłonności natury ludzkiej.

ANDRZEJ LUTER, ksiądz katolicki, wykładowca religiologii i ekumenizmu, doktorat z zakresu ekumenizmu; studiował na Uniwersytecie Łódzkim, gdzie podczas łódzkiego strajku studenckiego w 1980 roku działał w NZS. W 1984 r. wstąpił do warszawskiego seminarium duchownego.

 

W kondukcie pogrzebowym wszyscy idą razem, ale każdy niesie swoją żałobę.

Wszyscy mamy wspólny dekalog, ale każdy ma swój. Edelman także. Może taki…

1) Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną. Twoja boskość jest ucieleśniona w Karcie Praw Człowieka, w przekonaniu o wolności, wartości, godności i autonomii każdej jednostki.

2) Nie będziesz brał imienia Boga twego, jak tylko aby głosić, że wszyscy ludzie są braćmi, ze rodzą się wolni i równi pod względem swej godności i swych praw, i aby bronić prawa każdego człowieka do jak największego zakresu wolności, pozostającego jednak w zgodzie z prawami innych.

3) Pamiętaj, abyś każdy dzień święcił nie myśląc wyłącznie o własnych korzyściach,  a pamiętając, ze każdy człowiek posiada wszystkie prawa i wolności bez względu na jakiekolwiek różnice rasy, koloru, płci, języka, wyznania, poglądów politycznych i innych, narodowości, pochodzenia społecznego, majątku, urodzenia lub jakiegokolwiek innego stanu.

4) Działaj wyłącznie w celu zapewnienia właściwego uznania i poszanowania praw i wolności innych. Zwracaj więc uwagę na konsekwencje twojego działania dla otoczenia. Bądź, w miarę możliwości, obiektywny, ale nigdy nie bądź neutralny.

5) Czcij ojca swego i matkę swoją. Cudze także.

6) Nie zabijaj, jak tylko w obronie własnej, w walce przeciw tyranii i uciskowi, tylko kiedy akt gwałtu jest jedynym wyjściem i kiedy nie ma innego alternatywnego rozwiązania. Zycie ludzkie jest święte.

7) Nie kradnij, jak tylko w obliczu śmierci z głodu.

8) Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu. Każdy człowiek ma prawo do wolności opinii i do jej wyrażania; do rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, ale nie donos, nie kłam, nie plotkuj i nie oczerniaj.

9) Nie pożądaj żadnej rzeczy, która jest bliźniego. Odwrotnie, bądź z nim solidarny i lojalny kiedy bliźni i jego rzeczy są w niebezpieczeństwie.

10) Każdy człowiek ma prawo opuścić jakikolwiek kraj, włączając w to swój własny, i powrócić do swego kraju. Nawet do i z Izraela.

LEOPOLD UNGER (1922-2011) – dziennikarz, publicysta, eseista urodzony w 1922 roku we Lwowie, jeden z najwybitniejszych współczesnych komentatorów politycznych. Po wojnie był dziennikarzem „Życia Warszawy”. W 1969 na fali antysemickich czystek, został zmuszony do emigracji – wylądował w Brukseli, gdzie stał się gwiazdą dziennika „Le Soir” oraz współpracownikiem paryskiej „Kultury” i Radia Wolna Europa, a także International Herald Tribune. Obecnie pisuje również w „Gazecie Wyborczej”.